Jej praca to codzienna walka o ludzkie życie. Historia policyjnej medyczki z obwodu charkowskiego Julii Kaliniczenko
Starszy sierżant policji Julia Kaliniczenko, pseudonim "Kalina", służy w Pułku Policji Specjalnego Przeznaczenia Komendy Głównej Policji Narodowej Ukrainy w obwodzie charkowskim. Wyjeżdża na miejsca ostrzałów, pracuje w punkcie stabilizacyjnym, pomaga cywilom i wojskowym w najniebezpieczniejszych warunkach. Dziś jej codzienność to ranni, ewakuacje i nieustanna walka o ludzkie życie.
Do służby w policji Julia Kaliniczenko przyszła już z dużym doświadczeniem medycznym. Przez ponad 12 lat pracowała jako medyczka w Państwowej Służbie ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy. Ma również doświadczenie z pracy w pogotowiu ratunkowym.
– Zobaczyłam, że w szeregach policji tworzy się służba medyczna. Bardzo mnie to zainteresowało, bo miałam już praktykę. Pracowałam jako medyk w służbach ratowniczych, a także w pogotowiu. Zrozumiałam, że tutaj będę mogła być maksymalnie przydatna – opowiada.
Jak podkreśla, do wstąpienia do policyjnego pułku zachęcił ją także sport, który od lat jest ważną częścią jej życia.
– Sport to mój styl życia. Wiedziałam, że w pułku sprawność fizyczna będzie obowiązkowa i wiedziałam, że dam radę – mówi.
Obecnie Julia służy w jednostce zajmującej się ewakuacją medyczną. Już drugi rok wyjeżdża na rotacje na kierunek lipiecki, gdzie uczestniczy w ewakuacji ludności, w tym osób rannych.
– To ogromne doświadczenie. Tam spotykasz się z obrażeniami, z którymi w normalnym, pokojowym życiu po prostu nie masz do czynienia – zaznacza policjantka.
Jednym z najtrudniejszych przypadków, które zapamiętała, była pomoc trzem żołnierzom z poparzeniami obejmującymi od 70 do 90 procent powierzchni ciała. Kiedy trafili do punktu medycznego, byli jeszcze przytomni i rozmawiali. Zespół działał pod kierunkiem anestezjologów i chirurgów, wykonując wszystkie niezbędne procedury ratunkowe.
– Nakładaliśmy hydrożel na całą powierzchnię ciała i wykonywaliśmy wszystkie polecenia lekarzy. Na szczęście wszyscy ci chłopcy opuścili nas żywi i zostali przewiezieni do szpitala – wspomina Julia.
Zakres jej obowiązków nie ogranicza się jednak wyłącznie do pracy przy ewakuacji rannych z rejonów walk. Julia wyjeżdża także na miejsca uderzeń i ostrzałów, gdzie udziela pomocy poszkodowanym.
– Kiedy docieramy na miejsce ostrzału, komunikacja już działa. Rozwijany jest sztab i każda służba zna swoje zadanie. Naszym zadaniem jest odnaleźć rannych, wyciągnąć ich ze strefy zagrożenia i udzielić im pomocy przedmedycznej. Nie można się tam pogubić – wszystko trzeba robić szybko – wyjaśnia policjantka.
Jednym z najbardziej emocjonalnych wyjazdów był ten po uderzeniu wrogiego bezzałogowego statku powietrznego w wielopiętrowy budynek mieszkalny na Sałtiwce w Charkowie. Na miejscu Julia pracowała wspólnie z ratownikami Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych oraz zespołami medycyny katastrof.
– W mieszkaniach byli ludzie, którzy nie mogli sami wyjść. Ewakuowaliśmy ich, udzielaliśmy pomocy przedmedycznej i przekazywaliśmy zespołom pogotowia – wspomina.
Szczególnie poruszająca była historia starszego mężczyzny, którego funkcjonariusze usłyszeli, gdy wzywał pomocy. W jednym z mieszkań znajdował się niewidomy senior, który nie był w stanie samodzielnie się poruszać. Z powodu niskiej temperatury zaczął się wychładzać.
– Bardzo zmarzł, zaczęła się hipotermia. Ogrzaliśmy go, udzieliliśmy pomocy i ewakuowaliśmy do karetki – mówi Julia.
Piętro wyżej znajdowała się starsza kobieta, uwięziona w zabarykadowanym mieszkaniu. Wspólnie z ratownikami udało się otworzyć drzwi i wynieść ją z budynku.
Julia doskonale pamięta również swój pierwszy bojowy wyjazd. Był to ostrzał placówki medycznej w rejonie Centralnego Rynku.
– Było bardzo wielu poszkodowanych. Silne zadymienie. Ratownicy wyciągali ludzi, a my od razu się nimi zajmowaliśmy: stabilizowaliśmy ich stan i przekazywaliśmy zespołom pogotowia. Poszkodowani byli także mieszkańcy sąsiednich domów. Ludzie byli w szoku – relacjonuje.
Wśród poszkodowanych była między innymi matka z niemowlęciem.
– Pomogliśmy jej zebrać rzeczy, wynieśliśmy dziecko i odprowadziliśmy ich w bezpieczne miejsce – dodaje.
Jak podkreśla policyjna medyczka, na miejscach ostrzałów najważniejsza jest natychmiastowa koncentracja i szybkie działanie. Jednocześnie każdy wyjazd i każdą ludzką historię przeżywa bardzo osobiście.
Poza służbą Julia jest mamą 11-letniej córki, która – jak mówi – jest z niej bardzo dumna. To właśnie poczucie odpowiedzialności i potrzeba niesienia dobra pozostają dla niej najważniejszą motywacją.
– Moja motywacja jest prosta: jeśli chcesz uczynić świat lepszym, zacznij od siebie. Jeśli czynisz dobro i pomagasz ludziom, świat się zmienia. Dla mnie bycie kobietą w mundurze i kamizelce kuloodpornej oznacza obronę swojego państwa. A w mojej pracy także ratowanie życia. To styl życia, który bardzo mnie pociąga – mówi Julia Kaliniczenko.
Historia Julii Kaliniczenko pokazuje, jak wielką rolę w czasie wojny odgrywają medycy służący w formacjach mundurowych. Ich praca odbywa się z dala od kamer, często pod ostrzałem, w skrajnie trudnych warunkach. Dla wielu rannych to właśnie oni są pierwszą nadzieją na przeżycie. Dla Julii ta służba jest nie tylko obowiązkiem, ale również osobistą misją – codziennym ratowaniem życia tam, gdzie zagrożenie nigdy nie znika.